Przeglądasz archiwum podkastowe. Ta audycja została przeze mnie zarchiwizowana za wiedzą i zgodą autora, aby kolejne pokolenia mogły posłuchać jak rodził się polski podcasting. W kilku przypadkach nie byłem w stanie skontaktować się z autorami, jednak mam nadzieję, że utworzenie tego archiwum zostanie przez nich przychylnie potraktowane. Na chwałę polskiego podkastingu, którego byłem kiedyś wielkim fanem!
prowadzi: Filipowsky, opublikowany 17 lat temu, rozmiar: 27 MB, czas trwania: 00:30:00

Serdecznie zapraszamy, na ostatni podcast z dwójką z przodu, czyli jak to mówil Szczepan, zmiana kodu. Dziś znowu powtórki, już nie wiele ich zostało, czyli amsterdamskiej epopeji ciąg dalszy. Słuchając, montując to jeszcze raz widziałem przed oczym obrazy i miejsca w ktorych to nagrywaliśmy, osoby, postacie, miejsca, zdarzenia. To wciąż jest zywe, to wciąż wywiera wpływ na zycie. Ale to dobrze, i choć nie żyje sie tylko wspomnieniami, to warto je mieć.

prowadzi: Filipowsky, opublikowany 17 lat temu, rozmiar: 27 MB, czas trwania: 00:30:00

Retrasi przy głosie.

prowadzi: Filipowsky, opublikowany 17 lat temu, rozmiar: 18 MB, czas trwania: 00:20:00

Roberto daje głos.

prowadzi: Filipowsky, opublikowany 17 lat temu, rozmiar: 18 MB, czas trwania: 00:20:00

Maciej daje głos.

prowadzi: Filipowsky, opublikowany 17 lat temu, rozmiar: 36 MB, czas trwania: 00:40:00

Jeśli by ktoś zapytał, kiedy poczułem się naprawdę podcasterem, i kimś innym, kimś, kto jest częścią czegoś niesamowitego, to odpowiem tak: nasz wyjazd i pierwsze spotkanie, pierwszy zjazd polskich podcasterów w Amsterdamie, to właśnie wtedy. Wtedy coś się ruszyło, wtedy mnie coś ruszyło... Maj 2006. Grupa wariatów z mikrofonami, zakabelkowanych, co z nieprzymuszonej woli gadają jak najęci. I właśne wtedy, w maju, w Amsterdamie poczułem naprawdę czym jest podcasting. W pierwszym amsterdamskim odcinku, właśnie w nim, lecimy i gadamy lotniskowo, gadamy samolotowo i witamy się z gośćmi. Szkoda, że Państwo tego nie czyją - mówiła Zuzka... szkoda, że Państwo tego nie czują... i pewnie już nie poczują... Fly me to the moon.